Latem gościliśmy w Częstochowie Johna Burke’a, właściciela Treka. Jesienią Wojtek odwiedził go z rewizytą. Zaproszenie dotyczyło spotkania dealerów Treka z Europy Centralnej w głównej siedzibie firmy w Waterloo w stanie Wisconsin, czyli w miejscu, w którym marka powstała prawie pięćdziesiąt lat temu. Przed wyjazdem poprosiliśmy was o pytania. Zebraliśmy ich ponad 240, z komentarzy na YouTubie, Facebooku i Instagramie, z maili i z rozmów w sklepie. Wojtek wrócił z odpowiedziami na niemal wszystkie, a w nowym filmie na naszym kanale opowiada, co zobaczył.

Dzień zarezerwowany dla Fabryki Rowerów
Wojtek poleciał do Stanów dwa dni przed oficjalnym szkoleniem, bo John Burke zaprosił go na indywidualne spotkanie w swoim gabinecie. Przy stole usiedli także dyrektor Treka na Polskę, dyrektor marketingu na Polskę i szef europejskiego oddziału firmy. Spotkanie miało formę słynnej sesji przy białych tablicach. John wszystko notuje odręcznie, a jego asystenci przenoszą później notatki do komputera. Przez ponad trzy godziny omawiali sytuację na polskim rynku, wyzwania, z którymi mierzą się sklepy, i plany na kolejne lata. Szczegóły objęte są klauzulą poufności, ale Wojtek przyznaje, że w Fabryce Rowerów coś się zmieni, a on sam wrócił jeszcze bardziej zmotywowany do pracy.

Pierwszy dzień zaczął się od niespodzianki. W holu głównym na dużym ekranie wyświetlono powitanie dla Fabryki Rowerów, a przez cały dzień w holu i stołówce pracowniczej leciał film z drona pokazujący nasz sklep. Dla kogoś, kto w latach 90. zaczynał od zaplecza serwisowego w Częstochowie, było to wyjątkowe przeżycie. Wojtek podkreśla jednak, że to wyróżnienie należy się przede wszystkim ludziom, którzy tworzą Fabrykę Rowerów, i klientom, którzy nam zaufali.
Hol pełen historii
Siedziba Treka z zewnątrz robi wrażenie nowoczesnej architektury, ale wnętrza są zaskakująco skromne. Nie ma tam przepychu ani designerskich mebli. Jest za to historia, obecna na każdym kroku. W holu głównym stoją rowery, które wyznaczają najważniejsze momenty w dziejach marki: jedna z pierwszych stalowych ram zbudowanych w stodole, pierwsza karbonowa szosa, pierwszy rower z pełnym zawieszeniem. Obok nich stoi jeden z 500 egzemplarzy limitowanej Madone SLR ósmej generacji, przygotowanej na 50-lecie Treka. Taki sam egzemplarz możecie obejrzeć u nas w sklepie.

W holu znajdują się też wizerunki założycieli, Dicka Burke’a i Bevila Hogga. Dwóch przyjaciół wymyśliło markę przy piwie w lokalnym pubie, którego duże zdjęcie wisi dziś w stołówce pracowniczej. Po latach drogi wspólników się rozeszły i firmę rozwijał dalej Dick, ojciec Johna. Wojtek ze śmiechem odkrył, że Dick Burke urodził się tego samego dnia co on, 4 czerwca.
Wielu z was pytało, jak Trek podchodzi dziś do historii Lance’a Armstronga. W holu stoją jego rowery z Tour de France, w tym rama złamana podczas jednego z etapów. Firma nie gloryfikuje tego rozdziału, ale też go nie ukrywa, bo był ważnym etapem w rozwoju Treka jako marki szosowej.
Skąd się wzięły krowy w naszym sklepie
To jedno z najczęstszych pytań, jakie słyszymy od odwiedzających Fabrykę Rowerów. Odpowiedź leży w Wisconsin. Region słynie z hodowli bydła i produkcji sera, a Trek od lat maluje figury krów technikami lakierniczymi z programu Project One. Ustawia je na festiwalach rowerowych, w swoich sklepach i w najbardziej rozpoznawalnych miejscach na świecie. Takie krowy są żywą prezentacją możliwości lakierni. My mamy w sklepie cztery, w tym jedną, którą na imprezach można napełnić napojem izotonicznym.
Jest też Herman, pluszowa owca będąca maskotką zespołu Lidl-Trek. Podczas wizyty Wojtka Herman co chwilę zmieniał miejsce: raz siedział na krowie, raz na monitorze. To dobrze oddaje atmosferę firmy. Swojego Hermana macie też u nas.
Równie prozaiczna jest historia słynnej czerwonej stodoły. Kiedy Trek zaczynał działalność, czerwona farba była najtańsza, dlatego takie stodoły do dziś widać w całym regionie.
Rowery legend i pokój zespołu fabrycznego

Największe wrażenie zrobiło na Wojtku kilkusetmetrowe pomieszczenie zespołu Trek Factory Racing, wypełnione rowerami, częściami i akcesoriami zawodników. Stoi tam między innymi rower Fabiana Cancellary z Paryż–Roubaix (jeden z rowerów Spartacusa mamy u nas w pubie), rower Giulio Ciccone, na którym zdobył koszulkę najlepszego górala Tour de France, oraz rower Jolandy Neff z igrzysk w Tokio. W innych częściach budynku można zobaczyć Speed Concept, na którym Jens Voigt pobił w 2014 roku rekord godzinny, Madone Alberto Contadora ze zwycięskiego Tour de France i jeden z pierwszych elektrycznych rowerów Treka z końca lat 90.
W kolejnych pomieszczeniach Wojtek widział prototypy, które trafią na rynek za kilka lat, oraz nowe konstrukcje do cross country testowane już w Pucharze Świata. W niektórych salach musiał oddać telefon. Imponujące było też centrum testowe, w którym rowery sprawdza się na bieżni z przeszkodami, pod okiem kamer i laserów. Wojtek poznał też proces powstawania ramy: od projektu komputerowego, przez wydruk 3D i aluminiowy model frezowany na precyzyjnych maszynach, po formę, z której dopiero powstaje rama karbonowa. To dobrze pokazuje, ile pracy inżynierów stoi za każdym modelem.
Project One z bliska
Dla Wojtka szczególnie ważna była sekcja Project One: lakiernia, design room, montownia i komory, do których wstęp mają tylko pracownicy. To stąd, oraz z fabryki Diamant w Niemczech, wyjeżdżają wszystkie personalizowane rowery Treka na świecie. Ich wspólną cechą jest dbałość o każdy detal i dopasowanie roweru do proporcji ciała oraz zakresu ruchomości konkretnego klienta. Wojtek rozmawiał o technikach malowania z szefem Project One na cały świat.

Większość konfiguracji Project One przeszła już przez nasze ręce, dlatego najciekawsze okazały się dwie ramy w wersji Project One Ultimate, w pełni indywidualnej. Mamy dobrą wiadomość: zamówiliśmy taki rower i wkrótce w Fabryce Rowerów pojawi się pierwszy Project One Ultimate w Polsce. Wojtek przywiózł też inspirację do osobistego projektu. Nad wejściem do jednej z sal wisiała Madone pierwszej generacji, a my mamy w firmie taką samą ramę. Planuje zbudować na niej kompletny rower w oryginalnej specyfikacji.
Ludzie z pasją
Wojtek wielokrotnie podkreślał, że największe wrażenie zrobili na nim ludzie. Lakiernik malujący różowy Speed Concept miał różowe włosy, a jeden z mechaników wytatuowany na łydce symbol Iron Mana. Nawet w dziale finansowym biurka zastawione są rowerowymi gadżetami. Pracownicy wspólnie oglądają mecze, organizują grilla, jeżdżą na rowerach po okolicznych drogach i szutrach. Jeden z nich podarował Wojtkowi swoją starą tablicę rejestracyjną z Wisconsin, która zdobi już samochód w naszym pubie.
Ta swoboda idzie w parze z ogromnym naciskiem na jakość, powtarzalność i szacunek. W firmie każdego dnia mówi się sobie dzień dobry i dziękuję, a ręcznie pisany list traktuje się jako wyraz uznania. Wojtek przywiózł stamtąd zasadę, którą przekazał naszemu zespołowi: w sklepie mają być tylko produkty, w które naprawdę wierzymy.
Przy okazji potwierdził kierunek, w którym zmierza Fabryka Rowerów. Nie planujemy kolejnych sklepów ani dużego wielobrandowego sklepu internetowego. Skupiamy się na Treku, uzupełniamy ofertę o to, czego Trek nie produkuje, i stawiamy na jak najwyższą jakość obsługi.
Bike park, stodoła i wieczór u Johna

Kolejny dzień dealerzy spędzili w bike parku Treka, w lesie należącym do firmy, ze schroniskiem szkoleniowym i trasami testowymi. Wojtek jeździł tam na prototypach, których nie możemy jeszcze pokazać, i ponownie na rowerze z kołami 32 cale. Wrócił bez żadnych wątpliwości co do dużego koła i liczy, że wkrótce będziecie mogli przetestować je u nas. Dealerzy spotkali się też z głównymi projektantami i menedżerami produktu odpowiedzialnymi za szosę, gravel, MTB, rowery elektryczne, dziecięce, miejskie i akcesoria.
Kulminacją wyjazdu było wejście do czerwonej stodoły, pierwszej fabryki Treka. W środku stoją rowery zbudowane tam przed laty. Wojtek przejechał się na jednym z nich, zresztą pierwszy raz od wielu lat bez kasku. Przy tablicy z nazwą Waterloo zostawił też naklejkę Fabryki Rowerów. Wziął ze sobą 200 naklejek i nie starczyło ich dla wszystkich chętnych pracowników Treka.
Ostatniego wieczoru John Burke zaprosił wszystkich dealerów do swojego domu. Wojtek wręczył mu kask ręcznie pomalowany przez Piotra Kozłowskiego, z czerwoną stodołą po jednej stronie i Jasną Górą, którą John odwiedził podczas pobytu w Częstochowie, po drugiej. W domu Johna można było zobaczyć m.in. oryginalną koszulkę Gino Bartalego z Giro d’Italia 1946 i pamiątki po Eddym Merckxie. Każdy dealer otrzymał podziękowanie za współpracę. Fabryka Rowerów usłyszała ponownie słowa, które padły już w Częstochowie, o najlepszym sklepie Treka na świecie. Wojtek przyjmuje je z pokorą, jako zasługę klientów, serwisantów, bikefitterów, sprzedawców i wszystkich osób w firmie, także tych, których na co dzień nie widać. Wie też, że utrzymanie takiego poziomu to wyzwanie.
Co dalej
Wojtek chciałby, żeby w kolejnych latach siedzibę Treka odwiedzili także inni członkowie naszego zespołu. Jako autoryzowany dealer Treka będziemy przenosić do Częstochowy to, co zobaczył: nowe pomysły na sklep, serwis i budowanie rowerowej społeczności, w tym rozwijanie darmowych tras rowerowych, które możecie pobrać w trzech miejscach w naszym sklepie.
Cała relacja czeka na naszym kanale YouTube. Wkrótce nagramy drugi odcinek, w którym odpowiemy na wasze najciekawsze pytania, a autorzy dziesięciu z nich otrzymają koszulki z czerwoną stodołą.













